Powered By Blogger

środa, 1 maja 2013

Rozdział 50.

   Elizka obudziła się wyspana i wypoczęta. Jakby zapomniała o wszystkich problemach i zmartwieniach. Gdy tylko otworzyła oczy wstała z łóżka i poszła uchylić okno.  Pokrzątała się jeszcze po gościnnej sypialni. Chwilę później do pokoju wparował Lewy z uśmiechem na twarzy.

  -Siema , siema moja droga ! -zawołał uradowany .
  -Hej , Leniwy !
  -Ja leniwy ? Ja śniadanie z Sarą zrobiłem i Franka nakarmiłem !
  -Cooo? To która jest  godzina ?
  -Tak po 13 .-uświadomił dziewczynę.-Tak słodko spałaś...
  -Dobra dobra ! -zaśmiała się.-Robert dziękuje Ci z całego serca ,że mi pomagasz.
  -Nie ma za co.-uśmiechnął się jedynie.-Chodź jeść , bo zaraz będziemy robić obiad.-zaśmiał się.
  -No super !

Eliza zjadła śniadanie i postanowiła zadzwonić do Agaty ,aby zobaczyć jak wygląda sytuacja u Łukasza. Miała pewne obawy co do tego. Bała się , że Piszczek zażąda rozwodu , ale przecież to taka błaha sprawa..Zamartwiała się tym z minuty na godzinę . Jej obawy powiększały sie gdy nie otrzymywała od Łukasza żadnych oznak życia. To zjadało ją od środka mimo to starała się być silna i nie okazywać swojej słabej psychiki.
Poszła do synka i przebrała go i jeszcze raz nakarmiła. Kiedy była sama w kuchni , dołączyła do niej córka Piszczka.

   -Eliza... tęsknie za tatą..
   -Ja też tęsknie...niedługo się pogodzimy i będzie dobrze.-uspokajała małą.   -Mhm..-westchnęła jedynie i poszła do Roberta , który zawzięcie naprawiał kosiarkę w ogrodzie.

Eliza postanowiła w końcu wykonać połączenie do przyjaciółki ,która miała opowiedzieć jej co właśnie dzieje się z Łukaszem. Dziewczyna oparła się o blat w kuchni i wybrała numer do Agaty.

   -Hallo?
   -Aguś ? Cześć , Eliza mówi..
   -Kochanieee ! Elizka moja kochana ! Pewnie dzwonisz ,aby zapytać co z Łukaszem... Moja droga , nie wiem.-powiedziała.
   -Jak to ? Co z nim ?-wystraszyła się.
   -No nie wiem , wziął Kubę i pojechali gdzieś dzisiaj rano.
   -Ahm..
   -Ooo wilkach mowa ! Właśnie wjeżdżają do garażu..
   -To świetnie , wypytaj i obczaj , a ja zadzwonię za 5 minutek.
   -Dobrze, to do usłyszenia !-powiedziała radośnie.

Eliza choć trochę zawiedziona, uparcie czekała to pięć minut ,aby dowiedzieć się czy znaczy coś jeszcze dla Łukasza . Czy jest ważna dla niego.

    -Mała, co robisz ?-wparował Robert.
    -Zaraz dzwonie do Agaty , żeby mi powiedziała co Łukasz robi.
   -Okej .-usiadł naprzeciw niej.-Musimy pogadać...
   -Tak ? -nie do końca wiedziała co ma myśleć.
   -Nie mogę patrzeć na ból w twoich oczach ...no nie mogę ! Jak już się pewnie domyślasz czuje coś do ciebie ...i wiesz ,że chciałbym abyś była dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką...
    -Do czego dążysz ?-przerwała mu.
    -Nie mogę patrzyć jak budzisz się bez niego i cierpisz , bo niema go tutaj. Kocham Cię , wiesz o tym tak ? No właśnie w tym problem ... Musisz jechać do niego i z nim pogadać ! Rozumiesz ? -mówił spokojnie , choć był cały w nerwach.
    -Nie wiem czy chcę , nie potrafię mu od tak wybaczyć!.

    -Wiemy ,że tego chcesz ! Zadzwoń do Agaty, a później do Łukiego .
    -Mhm.-mruknęła i wyjęła telefon po czym wybrała numer do Agi.-No i jak ?
    -Pije whisky w gościnnym.-powiedziała krótko.
    -Czyli jest zły ?
    -Tak . Mówi cały czas ,że jest idiotą.. musisz z nim pogadać.
    -Jutro...powiedz mu ,że jutro do niego przyjdę i ma się zachowywać jak człowiek !
    -Dobrze , pa kochanaaa !-rozłączyły się .
_____________________________________________
Proszę ;3
Pozdrawiam i dziękuje ;3

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 49.

   Łukasz poszedł jeszcze na chwilę do Kuby. Był wściekły na wszystko co go otaczało ,ale nie na Kubę. Kuba był dla niego jak idealny brat , taki który zawsze był przy nimi go wspierał.
  Otworzył drzwi do szpitalnej sali w wszedł do środka. Kuba od razu poznał,że się nie pogodzili.
  -Co jest?-zapytał Kuba widząc zmarnowaną minę przyjacielem.
  -Nic do cholery ! -wkurzył się.-Pojechała sobie z Robercikiem...
  -Dziwisz się jej ?!-odezwała się Agata.-Wiesz kobieta ma swój honor..
  -Oj Aga...Co ja mam teraz zrobić ?
  -Mogłeś myśleć o tym wcześniej ! Teraz to już Leniwy się Elizką zajmie...-skomentował Kuba.
  -Ja pierdole...
  -Oszaleliście ?! Przecież ona Cię nigdy nie zdradzi .-broniła przyjaciółkę Agata.
  -Już raz zdradziła...-mruknął Piszczek.
  -ŁUKASZ ! Ja to Ci zaraz w mordę przywalę !-krzyknęła zbulwersowana narzeczona Kuby Błaszczykowskiego.
  -Przesadzasz Łukasz...-przyznał rację ukochanej.
  -Dobra... chce wojny ? Będzie miała !-zawziął się mąż Elizy.
  -Oszalałeś...-powiedział bezradnie Kuba.
Łukasz wybiegł z sali i ogólnie opuścił szpital.
 

  Eliza siedziała w mieszkaniu i pakowała swoje rzeczy. Dzisiaj razem z Robertem i dziećmi mieli jechać do Dortmundu. Na lotnisku musieli stawić się o 13.30. Chcieli wylecieć wcześniej niż Kuba i Łukasz. Tak więc spakowali się i  pojechali do mieszkania Roberta aby i ten mógł zabrać swoje rzeczy. O 12 byli już gotowi,a żeby nie czekać za długo na lotnisku zostali jeszcze chwilę u Lewego.
   -Nakarmię Franusia.-powiedziała zmęczona tym wszystkim Eliza.-Robert podaj mi torbę !-krzyknęła z kuchni.
   -Już idę.-usłyszała.
Chwilę później przy Elizie stanął Robert z uśmiechem na twarzy. Eliza popatrzyła na niego błagalnym wzrokiem.
   -Robert... weź mnie nie dołuj.-zaśmiała się cicho.
   -A co ja robię ? Chcę Cię tylko rozweselić.

   -Daruj sobie.-mruknęła uśmiechnięta.
Czuła się lepiej, ponieważ Robert był przy niej i próbował jej pomóc i ją udobruchać.
Kiedy Lewy bawił się z Sarą , Eliza karmiła Franka , który ku jej zdziwieniu wszystko ładnie zjadał.
  Równo o 13 wyjechali spod bloku Roberta. Chwilę później wysiedli z taksówki przy lotnisku.


    O 15.45 byli już w mieście. Eliza długo nie mogła się zdecydować , gdzie ma się zatrzymać. Robert poprosił ją ,aby została u niego w domu, bo po co ma się kłócić z Łukaszem.
   -Przecież on jeszcze nie ochłonął .-stwierdził Lewy.-Będziecie się kłócić. A po co?
   -Masz rację... zostanę . -uległa namową przyjaciela.-Dziękuje ...
   -No widzisz ? Przygotuje Wam pokoje.-powiedział uradowany obecnością przyjaciółki i jej dzieci. Może liczył na coś więcej... ale chyba miał  świadomość ,że Eliza zawarła związek małżeński...Kobieta miała jedynie nadzieje ,że nie chce wykorzystać jej kryzysu w związku.
Robert zrobił dla nich kolacje. Łukasz wysylał Elizie jakieś smsy , których ona nie miała ochoty czytać. Po 21 wszyscy spali.

__________________________
Sorrki , że krótki ,ale brak czasu :/ Obiecuje ,że następny dłuższy będzie :*
Piszcie co myślicie <3 Dziękuje za komentarze :*
Pozdrawiam :)


  

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 48.

       Po kłótni z Łukaszem Eliza miała ochotę od razu wyjechać do Dortmundu z dziećmi. Nie miała ochoty przesiadywać w jego mieszkaniu, ale zbliżał się mecz  a obiecała Sarze ,że pójdą na niego razem.  Czuła dziwne poczucie winy ... jakby obwiniała się za kłótnie z mężem,ale przecież ona nic nie zrobiła ! To on słucha jakiejś fałszywej gówniary. Łukasz pisał smsy ,że muszą to sobie wyjaśnić , ale Eliza nie miała na to ochoty . Rozmawiała jedynie z Lewym i Marco przez telefon . Obaj ją wspierali .
      Nadszedł dzień meczu. Oczywiście Eliza miała tam iść tylko dla Sary , Lewego i Marco . Uśmiechała się na samą myśl o tym ,że zobaczy się z Łukaszem ,za którym niemiłosiernie tęskni.Przed wyjściem na stadion zadzwoniła do opiekunki , aby ta zajęła się Frankiem na czas jej nieobecności. Sympatyczna dziewczyna szybko się zjawiła i Eliza zostawiła z nią małego , a sama wyszła z Sarą przed blok. Do stadionu było dosyć blisko , wiec spokojnie mogły się przespacerować. Dotarły po 15 minutach i weszły do sektora dla rodzin piłkarzy. Zajęły miejsca i bacznie obserwowały rozgrzewkę piłkarzy przed długo oczekiwanym meczem. Niecałe 45 minut później na boisko zaczęli wychodzić piłkarze reprezentacji Polski  i  rywala - Niemiec. Oczywiście, było jasne ,że faworytem meczu towarzyskiego są Niemcy, ale to jest futbol , tu wszystko jest możliwe. Po odśpiewaniu hymnów wszyscy obecni na stadionie oraz przed telewizorami usłyszeli pierwszy gwizdek.
   -Patrz ! Wujek Marco , Mario i Mats ... oooo i Marcel a tam jest Illy ! -mała wymieniała swoich wujków. Była wniebowzięta wydarzeniem. -Tam tatuś , Kuba wujek , Robert i inni..-mówiła sobie pod nosem.
  -Widzę kochanie.-Eliza uśmiechała się do niej, sama wpatrując się na swojego ukochanego.
Pierwszy kwadrans Niemcy kierowali grą. Ich podania były zawsze celne i przemyślane. Polacy nie grali najgorzej ,ale też niezbyt dobrze. Ilkay po prostu rozwalał Polaków technicznie. Wszyscy Borussen radzili sobie całkiem dobrze , nawet Ci w zespole reprezentacji Polski. Lewy miał szansę na zdobycie gola ,ale Neuer kapitalnie wybronił strzał  z woleja. Po tej akcji , jakby Polakom doczepili skrzydła i zaczęli bardziej atakować i grać piłkę do przodu . Piszczek  chcąc pomóc w ofensywnej grze ruszył do środka boiska i prawa strona została bez obrońcy, bezbłędnie wykorzystał to gwiazdor Borussi Marco Reus i szybko ograł pozostałych  piłkarzy Polski , którzy zostali na swojej połowie. Oddał strzał , a on się nie myli. Artur Boruc mógł jedynie patrzeć jak piłka wpada do siatki. Przy wyniku 1 : 0 dla Niemców jeszcze wszystko było możliwe. Nawet triumf Polski. Piszczek otrząsnął się po stracie gola i ponownie zagrał piłkę do przodu, prosto do Roberta , który to świetnie wykorzystał. Manuel Neuer był bliski obrony , ale ostatecznie piłka znalazła się w bramce. Stadion oszalał ! Prawdziwa meksykańska fala na trybunach. Piłkarze nie do końca się tak cieszyli i próbowali skupić na dalszej grze. Przez kolejne 20 minut grę dla Polski przejęło Polskie trio i Teodorczyk z Koseckim , który szybko załapali styl gry partnerów. Próbowali grać na krótkie podania , tak aby zrobiło się mało miejsca i przeciwnik nie mógł odzyskać lub zabrać piłki. Nawet im to wychodziło. Piszczek zamieniał się pozycją z Rybusem. Tak , aby jak najlepiej Polska radziła sobie w grze ofensywnej. Polska i Niemcy mieli pod koniec pierwszej połowy jeszcze po jednej składnej i sensownej akcji , ale żadna z drużyn tego nie wykorzystała. Tak , więc zeszli do szatni z wynikiem 1 : 1.
Po kilkunastu minutowej przerwie na murawie ponownie pojawili się piłkarze obu reprezentacji. Niemcy mieli zacząć tę połowę wolno...spokojnie , tak aby rozgryźć przeciwnika i uszczypnąć gdy podwinie mu się nóżka. I tak tez się stało . Po niedopatrzeniu Salomona piłkę do siatki pakuje Mario Gomez. Lecz to nie ugasiło zapału polskich kopaczy . Od razu chcieli się odpłacić i wypracowali kontry. Niestety przeciwnik uniemożliwił im przedostanie się do pola karnego. Do 75 minuty Polacy nie mogli przedrzeć się przed niemiecką obronę. Jedak później dawali radę i próbowali oddawać strzały na bramkę Neuera. Po kilku nieudanych próbach , nadszedł czas na tą okazje , jedyną może w tym spotkaniu która sprawiłaby ,że Polacy wyrównają mecz z faworytami spotkania-Niemcami. Po podaniu Rybusa piłkę przyjął Kuba , który umiejętnie dryblował nią i przemieszczał się  z nią do przodu ,aby prawdopodobnie podać Lewemu , który miał szansę na oddanie celnego strzału. Bądź co bądź , nie udało się , gdyż biedny Błaszczykowski został sfaulowany w polu karnym przez niejakiego Ozila. Kuba został bardzo brutalnie potraktowany. Mesut wjechał mu z wyprostowanej nogi prosto w kostkę. Kuba jeszcze potknął się o własną nogę i prawdopodobnie pogorszył sytuację. Leżał na murawie i aż wył z bólu. Sędzia podyktował rzut karny dla Polaków ,ale najpierw należało zadbać o Kubę. Chłopak nie mógł się podnieść z murawy i konieczne było wynoszenie go na noszach. Na trybunach rozległ się hałas i oburzenie , że Ozil nie otrzymał czerwonego kartonika. Kiedy Kuba opuścił boisko i zajął się nim sztab medyczny do wykonywania karnego podszedł ... i tu zdziwienie wśród kibiców ! Jedenastkę miał wykonać prawy obrońca ... ŁUKASZ PISZCZEK ! Wziął dwa głębokie oddechy i oddał strzał na bramkę Niemców. Piłka leciała dość wysoko i potężną prędkością i siłą. Wpadła do siatki tuż przy prawym słupku ! Było to bardzo miłe dla oka ! Stadion ponownie ożył ! Ponownie kibice zaczęli skandować nazwiska strzelców bramek ,niestety piłkarze myśleli o Kubie , który na pewno teraz cierpi. Polakom ani Niemcom do ostatniego gwizdka nie udało się nic ugrać i obie reprezentacje zakończyły spotkanie z dwoma bramkami na koncie. Polscy piłkarze a dosłownie Piszczek i Lewy nie mieli czasu na świętowanie tego remisu. Musieli szybko zorientować się gdzie jest Kuba i do niego jechać. Łukasz zapytał się jakiegoś pracownika PZPN'u gdzie znajduje się w tym momencie Błaszczykowski a ten odpowiedział mu ,że został przewieziony do miejskiego szpitala. Jego przyjaciel nie czekał ani minuty dłużej i pociągnął za sobą Lewandowskiego z którym ostatnio też się pokłócił.

Ale teraz nie chodziło mu o rozmowę z rzekomym kochankiem swojej żony tylko o przedostanie się do szpitala w którym jest jego serdeczny przyjaciel. Szybko znaleźli się w przychodni i udali się do recepcji.
   -Dzień dobry , przepraszam gdzie znajduje się Błaszczykowski Jakub ?
   -A witam witam , zapraszam za mną.-uśmiechnęła się młoda praktykantka i  zaczęła prowadzić piłkarzy do sali w której przebywa ranny Kuba. Łukasz i Robert podążali za nią w ciszy . Robert już wystarczająco się na niego nakrzyczał ,ale ten uparty jak osioł nic nie rozumie.
Łukasz zapukał do sali w spokojnie otworzył drzwi. Pierwsze co rzuciło mu się  w oczy to Kuba który leży na łóżku z usztywnioną nogą . 

   -Kuba ! Chłopie jakiego ja miałem stracha ! Żyjesz ? Boli Cię ? Boli...aa może poprawię Ci poduszkę ? Chcesz pić ? Może jeść ? Tak w ogóle to zremisowaliśmy. Chyba Ci niewygodnie , co? Zawołam pielęgniarkę !
   -Łukasz !-krzyknął rozbawiony Kuba.-Miło mi ,że się troszczysz ,ale ogarnij troszeczkę.-uśmiechnął się przyjaźnie.-I chyba kogoś nie zauważyłeś...
Piszczek odwrócił się za siebie i ujrzał bladą Agatę , Elizę i Sarę . Ta najmłodsza zaraz rzuciła się ojcu na szyję.
   -Mój maluchu !- przytulał dawno nie widziane dziecko.-Tęskniłem za Tobą słoneczko moje!
   -Ja za Tobą też tatusiu ! Franuś tez , ale go tu nie ma..
Łukasz nagle spojrzał na Elizę , która wbijała wzrok w podłogę . Postawił dziecko na ziemi i podszedł do niej i dotknął jej dłoni. Ona od razu ją zabrała i wyszła z sali. Zobaczyła ,że przed salą siedzi Lewy . Podeszła do niego i usiadła obok.
   -Nie dam rady . Potraktował mnie jak śmiecia .-powiedziała zdenerwowana.

   -Spokojnie ... dasz radę , wyjaśnicie sobie wszystko i będzie dobrze.
W tej chwili z sali wyszedł Łukasz . Robert jedynie rzucił -Pójdę do Kuby . I zostawił Elizę z Łukaszem.
   -Masz mi coś do powiedzenia ?-zapytał oschle.
   -Jaa ? To Ty mnie przepraszaj !
   -Masz racje ... przepraszam Cię za to ,że odkryłem ,że mnie  zdradzasz ..
   -Nie zdradziłam Cię buraku !
   -Ale...
   -Będziesz wierzył jakiejś zołzie , a nie żonie ? Mądrze Piszczek !- powiedziała ironicznie.
   -Eliza... no nie wiem co o tym myśleć..
   -Wy już lepiej nic nie myśl !-uniosła głos i otworzyła drzwi do sali-Robert , Sara chodźcie !
Oni posłusznie pożegnali się z Kubą i Agą i poszli za Elizą. Sara przytuliła jeszcze Łukasza i cała trójka udała się na zewnątrz. Łukasz odprowadzał żonę , córkę i przyjaciela oczyma pełnymi łez. Co on nieszczęsny narobił ?!

________________________
Chyba najnudniejszy rozdział ;p
Ale dodam , bo tak myślę 'a co mi tam !' :D
Piszcie , hejtujcie , mówcie co się nie pasuje i co byście zmieniły ;)
Przyda  mi się to ;)
Przyjmę krytykę na barki :D
Pozdrawiam ;*

wtorek, 23 kwietnia 2013

Nie wierze...

         Jürgen Klopp wytłumaczył motyw odejścia Mario Götze do Bayernu. "To moja wina"
Trener dortmundczyków przed meczem z Realem Madryt wytłumaczył powód odejścia jego wychowanka do Bayernu Monachium. - Jeśli ktoś tu jest winny, to jestem to ja. Nie mogę stać się 15 cm niższym, łysym Hiszpanem. Götze chce po prostu pracować z tym wyjątkowym trenerem, który nazywa się Guardiola i nic go przed tym nie powstrzyma - powiedział dziennikarzom Klopp. - Przede wszystkim jednak nie mogę porzucić stylu, którego nauczyłem moich piłkarzy i zacząć grać tiki-takę - zakończył.


    Że co  proszę ?! Dla mnie Klopp jest najlepszym trenerem na świecie i ... nikt go nie zastąpi!
A Mario ? Mario spieprzył sprawę. Wbił mi nóż w plecy , ale pewnie nie tylko mi... Zawiódł kibiców , fanów piłki nożnej ! Wychował się w tym klubie a teraz od tak pójdzie do największego wroga... super ! Wszystko po to aby pracować z najlepszymi ? Dobra, ale ... kibice go kochali... on podobno kochał ten klub. Nie rozumiem go i szczerze nie wiem co o tym myśleć. 
  Na szczęście Mario to nie całe BVB . Mam nadzieję ,że więcej piłkarzy już nie odejdzie...a nawet jeśli to nie zrobi takiego świństwa jak Mario. A najgorsze jest to ,że ujawnili jego decyzję przed LM , tylko po co ? Żeby zdezorientować naszych Borussen ? To w stu procentach chamskie ! 

   Mimo tego co zrobił , będę mu kibicować. Będę wobec tego lojalna. Nie tak jak on wobec kibiców i klubu. Strzelał bramki dla BVB , a ten klub bezgranicznie kocham , więc będę i jestem mu wdzięczna. Będę mu kibicować. Ale nie bayernowi. Z każdą sekundą rośnie moja nienawiść do tego klubu.  Przykro mi ,ale życze z całego serca miejsca w spadku bawarczykom, chociaż będzie u nich grał mój ... idol ? nie wiem...

                 
A wy co o tym myślicie ?

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 47.

     Na początku imprezy wszyscy byli trochę spięci ,lecz później goście się rozluźnili i zaczęła się prawdziwa biba. Łukasz pił z kolegami i jakoś nie widzieli końca ,a Eliza stała obok niego i darła mu się do ucha , aby przestał. On tylko się uśmiechał i nie zważał na słowa swojej żony.
  -Łukasz już skończ ! -nalegała.
  - Kochanie, daj spokój.
  -Dobra! -była zła.-Idę do dziewczyn, a ty tu chlaj degeneracie! 
  -Złotko nie denerwuj się.-zaśmiał się Kosecki.
  -Ty też pij wódę i się nie odzywaj.-wkurzona Eliza odeszła od stolika mężczyzn i podeszła do grupki dziewczyn. Te też były nieźle wstawione , więc Piszczek oszczędziła sobie wchodzenia z nimi w rozmowę i poszła dalej do Agaty i Sandry.  One były w miarę trzeźwe więc Elizka chętnie z nimi rozmawiać. Chwilę później poszła się przewietrzyć. Przeczuwała,że stanie się coś  niedobrego , ale do końca nie wiedziała o co może chodzić. Usiadła na ławeczce przed lokalem . Patrzyła w ziemię zastanawiając się co mogło lub co może się stać. A może to tylko przeczucia... sama nie wiedziała co am myśleć. Chwilę później ktoś się do niej dosiadł. Spojrzała na twarz i zobaczyła ,że to nikt inny jak Robert Lewandowski.
   -Co tam ? -zapytał szczerząc się do żony Piszczka.
   -A tak myślę... czuje ,że coś się stało.
   -Jak to ? Co niby miało się stać ?
   -Właśnie nie wiem .-rzekła.-Ale czuje ,że coś wisi w powietrzu..
   -Ty to tylko czarne myśli masz ...-zaśmiał się.
   -O a widzę ,że jesteś całkiem trzeźwy.-zobaczyła.
   -Tak, ograniczam .-uśmiechnął się.
   -Odprowadzisz mnie do mieszkania ?-zapytała z nadzieją ,że nie będzie musiała patrzeć na  pijanego męża.
    -Jasne,że tak.-wstał i pociągnął za sobą Elizę.
Szli do mieszkania rozmawiając o różnych sprawach . Ważnych i mniej ważnych. Odnaleźli wspólny język.
     -Ej a co ze mną ?-zapytał , gdy Eliza weszła do klatki schodowej.
     -No myślałam ,ze to oczywiste. Chodź ! -uśmiechnęła się szeroko.
Robert podążył za żoną przyjaciela i po chwili znaleźli się w mieszkaniu. Ku ich zdziwieniu opiekunka nie spała , więc pani Piszczek zapłaciła jej i pozwoliła iść do domu .
    -O jak mi się spać chce.-ziewnął Lewy.
    -To idź do pokoju , tam.-wskazała na wolny pokój na przeciw jej sypialni.
    -Pooglądam sobie TV.
    -Nie działa.-westchnęła ściągając buty.
    -Zobaczymy , może da się naprawić.-podszedł do urządzenia i pogrzebał trochę w kabelkach. Puknął , stuknął i szklany Bóg zaczął działać. Lewy rozłożył się wygodnie na kanapie i zaczął oglądać jakiś spektakl, bo tylko to było w telewizji o 1 w nocy.
    -Czy ciebie Bóg opuścił ?-zaśmiała się Eliza.-W środku nocy będziesz oglądał telewizor ?
    -Tak , cicho , cicho..-uciszył przyjaciółkę.-Siadaj i oglądaj... patrz ona  zaraz wyskoczy zza szafy...
    -Fascynujące..-przewróciła oczyma. Eliza położyła się obok Lewandowskiego i oparła głowę o jego ramię. Było jej trochę zimno więc nakryła siebie i Lewego miękkim kocem. Teraz było jej naprawdę ciepło i wygodnie. Nie wiedząc kiedy zasnęła.

                                                                    ____

     Obudziła się niemalże w ramionach napastnika Borussi jak i reprezentacji Polski. Nie miała ochoty wstawać ,ale musiała. Podniosła głowę i spokojnie wyszła spod kocyka . Stanęła na nogi i obejrzała się dookoła. Chwilę później poszła się ubrać i przygotować śniadanie. Gdy zrobiła kanapki , poszła zobaczyć czy dzieci śpią. Weszła do pokoju w którym spała Sara i ku jej zdziwieniu dziewczynka była już na nogach. Stała w pidżamce i czesała gęste włosy. Eliza uśmiechnęła się i podeszła do Sary , aby dać jej buziaka. Dziewczynka oczywiście ucieszyła się widząc 'ukochaną przyjaciółkę'.  Eliza powiedziała ,aby mała się ubrała i przyszła na śniadanie ,a  sama poszła do Franka. Jej mały synek , również nie spał. Leżał w łóżeczku i przyglądał się wiszącym nad nim maskotkom. Oczywiście uśmiechnął się i wydał z siebie dźwięk zadowolenia , gdy zobaczył swoją mamę. Eliza wyjęła go z łóżeczka postanowiła go przebrać.
Kiedy wykonała tą czynność , zabrała Franka do kuchni , aby go nakarmić. W między czasie wstał Lewy , praktycznie nie wiedząc co się stało i dlaczego jest w obcym mieszkaniu. Dopiero gdy zobaczył Elizę wszystko sobie przypomniał.
   -Hej.-uśmiechnął  się do kobiety.
   -Hej , hej. Jak się spało ?
   -Ramię mnie boli... od Twojej głowy.-zaśmiał się.
   -Nie dramatyzuj, Lewusku.-poczochrała jego włosy.
Do kuchni weszła Sara i szeroko się uśmiechnęła na widok Roberta.
   -Cześć Robercik ! -podbiegła i przytuliła się do swojego ulubionego zaraz po Marco wujka.
   -Hejo mała.-uśmiechnął się.
   -A gdzie tatuś ?-zapytała.
   -Pewnie w hotelu , odpoczywa.-powiedziała ironicznie Eliza.
   -Mhm.-mruknęła Sara.
   -Dobra , jedzmy kanapeczki.
Sara i Robert zaczęli jeść przyrządzone przez Elizę śniadanie,a sama Eliza zaczęła karmić Franka.
Po pewnym czasie usłyszała jak ktoś energicznie otwiera drzwi frontowe i wparowuje do mieszkania. Nim zdążyła zareagować w drzwiach kuchni zobaczyła wściekłego Łukasza.
    -Od dawna z nim sypiasz ?! -wykrzyczał .-Wiesz co ?! Myślałem ,że mogę Ci ufać , a ty mnie zdradzasz z kolegą z klubu ?!
    -O co Ci chodzi ?-zapytała zdziwiona Eliza.
    -Jak to o co ? Jessica mi wszystko powiedziała ! -nadal krzyczał.-Jesteś skończoną idiotką! Nie chcę Cię widzieć !
    -O czym ty do mnie rozmawiasz !? Przecież ja nic nie zrobiłam ! Zwariowałeś ?!
    -To Ty zwariowałaś , bo puszczasz się z moim przyjacielem !
   -Przecież ja Cię nigdy w życiu nie zdradziłam człowieku!-zaczęła płakać.
   -No właśnie.-wtrącił się Robert.
   -Ty się lepiej zamknij !- warknął Piszczek.-Jak mogłaś mi to zrobić ?!-wrócił do obwiniania Elizy.
  -Wyjdź stąd idioto ! Jak ochłoniesz to pogadamy ! -Lewy wyrzucił nabuzowanego Piszczka. Zamknął za nim drzwi , które zakluczył. Piszczek jeszcze dobijał się do mieszkania, ale po nieudanych próbach odpuścił.
  Sara przyglądała się całemu zajściu i z płaczem pobiegła do pokoju. Franek także był przestraszony ciągłymi krzykami i oczywistym było iż płakał.  Eliza cała roztrzęsiona próbowała uspokoić malucha,ale bez efektów. Zdenerwowany na Piszcza Robert, podszedł do  Elizy i zabrał jej z rąk syna .
   -Idź ochłoń , ja się nim zajmę ,później to rozwiążemy.-nakazał. Eliza cały czas płacząc poszła do sypialni i ukryła twarz w dłoniach... Nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą wydarzyło... Co ta głupia Jessica nagadała Łukaszowi ?-zadawała sobie pytania. Jedno wiedziała na pewno... Gdy tylko przyjedzie do Polski ma jakiś problem i kłopot.
Kiedy trochę ochłonęła, ułożyła się na łóżku i zasnęła.
    Robert uspokoił płaczącego Franka, którego  chwilę później położył spać. Mały zasnął błyskawicznie. Lewy postanowił ,że musi iść do Sary, bo przecież jest teraz roztrzęsiona.  Uchylił drzwi od pokoju i ujrzał zapłakaną sześciolatkę siedzącą na skraju łóżka. Podszedł do niej i wziął na ręce po czym mocno przytulił. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
   -Nie smutamy.-uśmiechnął się do niej.
   -Ale tatuś krzyczał na Elizę...-wydukała.
   -Każdy się kiedyś kłóci , ale na pewno się pogodzą , ponieważ się kochają.-tłumaczył jej.
   -Na pewno ?
   -Oczywiście ,że tak.-postawił ją na podłogę.-Ale pamiętaj ,że  zawsze wujek Robert Ci pomoże , tak ?
   -Tak , tak.-uśmiechnęła się do niego, a jemu spadł kamień z serca.
Robert siedział z nimi do wieczora. Pocieszał zdołowaną Elizę i próbował rozweselić. Niestety musiał iść , gdyż o 19 miał zameldować się w hotelu. Pożegnał się z nimi , gdyż będą mogli zobaczyć się dopiero po meczu. Robert wyszedł z mieszkania i udał się do hotelu. Miał już przygotowaną reprymendę, którą skarci Łukasza. 
_______________________________________________
Pozdrawiam ;3

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 46.

     Z samego rana , gdy dzieci jeszcze spały Eliza wyszła na małe zakupy . Supermarket nie znajdował się daleko. Może z 200 metrów od bloku w którym Piszczek miał mieszkanie. Eliza wkroczyła do marketu , wzięła wózek i zaczęła wsadzać do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Okazało się ,że prawie wszystko co zobaczyła na półkach było jej potrzebne. Tak więc do kasy podeszła z prawie pełnym wózkiem.  
Po piętnastu minutach była już przed sklepem i zamawiała taksówkę. Chwilę później samochód stał już obok niej. Wsiadła do auta i podała adres . Nie długo później była już na klatce schodowej. Wyjęła klucze i weszła do mieszkania. Dzieci nadal spały . W sumie nie ma się co dziwić , była dopiero 8 rano. Pani Piszczek weszła do kuchni i zaczęła rozpakowywać zakupy. Na całe szczęście nie zapomniała o niczym i mogła swobodnie przyrządzać śniadanie na siebie , Sary i Franka.
     Po zjedzonym śniadaniu, cała trójka zaczęła oglądać bajki  na laptopie, ponieważ tutejszy telewizor był niezbyt sprawny. Eliza dostała smsa od Łukasza .

    ''Hej kotek ;* Dzisiaj mamy trening ... wiesz o tym ;) Ale mogłabyś wpaść , trener nam pozwolił :D Na 13 . Czekam ;* O oo przyjdź z dziećmi ! Kocham Was <3''
Eliza odpisała mu następująco

      ''Hej, hej ;* Pewnie,że przyjdziemy :) Ale muszę Ci powiedzieć ,że Franek dzisiaj grzeczny ;D Do zobaczenia ;*
    W sumie Elizie i dzieciom i tak się nudziło , więc pójście na trening było doskonałym wręcz pomysłem. Ubrała Frankowi małe trampeczki , które dostał od Marco .Sam kupił sobie takie same , tylko rzecz jasna dużo większe. Reus chciał zakupić również trzecią parę , tym razem dla Sary, ale ta stanowczo odmówiła. 
    Po niecałej godzinie Eliza z dziećmi była już w drodze na Stadion. Łukasz objaśnił Elizie , którym wejściem mają przejść ,więc bez problemu znaleźli się w środku. Miły pan z ochrony zaprowadził ich na trybuny. Pokazał Elizie idealną drogę ,aby nie mieć problemów z wózkiem Franka. 
   Po pewnym czasie do Elizy podeszła młoda kobieta, Elizka domyśliła się ,że to partnerka jakiegoś z piłkarzy. 
   -Hej.-przywitała się.-Jestem Jessica Ziółko , dziewczyna Arka Milika .-uśmiechnęła się przyjaźnie.
   -O hej ,miło poznać .-Eliza odwzajemniła gest.-Ja jestem Eliza Ska...Piszczek.-zaśmiała się.-A to Sara i Franek .
   -O jakie słodkie dzieciaczki.-zaśmiała się.- Wiesz co ? Pójdę po coś do picia i pogadamy .
Eliza jedynie skinęła głową i popatrzyła pytająco na Sarę , a Sara na nią. Na pierwszy rzut oka Eliza w życiu nie pomyślałaby ,że ta dziewczyna to partnerka Arka Milika .Jakby w ogóle do siebie nie pasowali. Ale to nie jest najważniejsze , bo Eliza dostrzegła jak Łukasz jej macha . Stał na środku murawy i krzyczał -KOOOOOOCHAM WAS ! 
   -Boże, świr...-mruczała Eliza , tłumiąc śmiech.
   -Elizka..-odezwała się Sara.-Tatuś chyba trochę oszalał.
   -Może nie oszalał , ale na pewno się czegoś naćpał.-zaśmiała się i odmachała swojemu mężowi. 
   -Jestem .-przypomniała o sobie Jessica.-Już nie mogę się doczekać piątku i tego jak będziemy świętować zwycięstwo...
   -Niemcy to silny przeciwnik.-Eliza przygasiła jej optymizm.-Ale będzie dobrze.
   -Musi być dobrze , po za tym... Wygramy !
   -Myślałam raczej o remisie , ale okej.-oby dwie wybuchnęły śmiechem. Jessica okazała się być miła, a nawet fajna. 
   -E tam , ja obstawiam 2 : 1 dla nas .-uśmiechnęła się.-Dla Niemców strzeli...ten no... yy... Reus , albo ten drugi , a dla nas Kuba i Teodorczyk... tak sądzę.
   -A ja Ci mówię ,że historia się powtórzy i będzie 2 : 2 .-stwierdziła.-Dla Niemców Ozil i Gotze, a dla nas Kuba i Łukasz.-uśmiechnęła się beztrosko.-Prawda Sara ?
   -Taaaaaak ,Mario strzeli i tata strzeli ! I wujek Kubuś też !
   -No okaże się w piątek.-skwitowała Ziółko.-A teraz ja uciekam do toalety.
   -Okej.-uśmiechnęła się.-Sara , nie chce Ci się pić ? 
   -Nie.-odparła.-Patrz tata idzie !
Eliza odwróciła głowę w stronę z której rzekomo miał nadchodzić Piszczek . Poczuła na swoich ustach, usta swojego męża. Uśmiechnęła się pod nosem i kontynuowali pocałunek. 
   -Mmm.-westchnął Łukasz.-Słodka jesteś.
   -To nie ja , to mój truskawkowy błyszczyk.-zaśmiała się.
   -Mówiłem już ,że was kocham ?
   -Tak , mówiłeś ! Nawet jak nie słyszały to mówiłeś ! W szatni ! Rozumiesz Eliza , że on cały czas nadaje o tym jak bardzo Was kocha i w ogóle ?-skarżył oburzony Wasyl.
   -O siema Wasylek.-przybiła z nim żółwika .-Łukasz jest wspaniały , wiem o tym .
   -Oooo jejku to jest mały Piszczek ? Jaki słodziaaak ! -zachwycali się Frankiem.
    Po piętnastu minutach rozmowy z Elizą , piłkarze wrócili do treningu , a sama Eliza do rozmowy z Jessicą. Sara obserwowała swojego ojca , a Franek zasnął. Po skończonym treningu , piłkarze wrócili do hotelu , a Eliza do mieszkania . Zrobiła obiad , a po zjedzonym posiłku zabrała się za sprzątanie mieszkania.
    Wieczorem dostała smsa od Łukasza.

    ''Elizka , wpadnij pod stadion o 20, bo jest impreza taka i musisz być . Zapraszają Cię wszyscy i w ogóle ;* Opiekunka przyjdzie za 30 minut ;)''

     Eliza zaśmiała się , ponieważ jeszcze nigdy nie widziała tak zorganizowanego Piszczka. Ubrała kremową sukienkę i czarne szpilki. Pokręciła lekko włosy i czekała o opiekunkę.  Trochę się spóźniła . Eliza wyszła z bloku i ruszyła pod Stadion . Zauważyła pod nim grupkę mężczyzn. Rozpoznała trio z Dortmundu , Szczęsnego i Wasyla. Uśmiechnęła się i chwilę późna już się z nimi witała.
    Przyjaciele weszli do klubu i zaczęła się impreza , jak później się okazało była to impreza urodzinowa Waldemara Fornalika.

___________________
Trochę przynudzam , ale już niedługo rozkręcę :)
Nie zamierzam go jeszcze kończyć <3
Kurdę ja mam dzisiaj takiego pecha ;// Rozwalił mi się telefon -.- i szanowna nauczycielka od angielskiego nie zgłosiła mnie na olimpiadę ;< a od tej olimpiady mogłaby zależeć moja ocena na koniec roku... ŚWIETNIE ;c taka zła byłam ,że masakra-.-
Pozdrawiam ;3 i życzę udanego weekendu <3


czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 45.


Kilka miesięcy później...
     Wielkimi krokami zbliżał się termin porodu.  Mimo tego Eliza czuła się świetnie . Łukasz cały czas spełniał jej zachcianki i potulnie znosił jej huśtawki nastroju. W końcu czego się nie robi dla ukochanej osoby.
      Dzisiejszy dzień był słoneczny i napełniony pozytywną energią. Łukasz siedział przed telewizorem razem z Sarą. Eliza gotowała obiad w kuchni. Tego nie dała sobie zabronić . 
Przy wykonywaniu sałatki poczuła dziwne skurcze i ból. Wiedziała ,że właśnie zaczęła rodzić. Ze szkoły rodzenia wiedziała ,że musi być spokojna i głęboko oddychać. Tak więc rzuciła robienie obiadu i spokojnie weszła do salonu.
      -Łukasz ...ałaaa..Rodzę.-powiedziała z trudnością.
     -Jak to ? Boże ... co teraz ? co teraz ? -zaczął panikować.
     -Uspokój się ! Musimy jechać do szpitala .-tłumaczyła mu.
     -A Sara ? 
     -Zadzwoń po Age. Szybko !!-krzyknęła, a on wykonał jej rozkaz. Pięć minut później Agata była już u nich w domu , a Łukasz zabrał swoją ukochaną żonę do szpitala. Stamtąd lekarz od razu zabrał już na porodówkę. I zaczęło się czekanie ...
Niestety Łukasza nie chciano wpuścić do sali w której przebywała Eliza. Piszczu próbował się wykłócać ,ale nic to nie dało. Grozili mu nawet ,że wyproszą go ze szpitala jeżeli się nie uspokoi. Do Łukasza na poczekalnie dołączyli Marco , Moritz , Lou , Kat oraz Kuba . Czekali może  3 godziny.
     -Ile jeszcze ? Już ? Błagam już..-marudził Piszczu.
     -Pan Piszczek ?-z sali wyszła pani doktor.
    -Tak.-odpowiedział.
    -Gratuluje , urodził się panu zdrowy syn.-powiedziała z uśmiechem na twarzy. -Teraz może pan wejść do środka, do żony.
     -A...tak.-wymamrotał i stracił grunt pod stopami. Zemdlał.
Ocucali go dobre pół godziny. Krzyczeli mu nad uchem i oblewali zimną wodą.
    -Co się dzieje ?-otworzył oczy.-Jezus , ale miałem głupi sen..-uśmiechnął się. 
    -Dobra , wstawaj inteligencie i idź do żony.-rozkazał mu rozbawiony Kuba.
    -Ah tak... idę.-wstał powoli.
Otworzył drzwi do Sali w której leżała Eliza . Uśmiechnął się szeroko i podszedł do zmęczonej żony.
   -Hej słońce , jak się czujesz ? -usiadł obok niej .
   -Wszystko mnie boli, ale jestem szczęśliwa.-powiedziała.-Zaraz przyniosą naszego synka.-powiedziała podekscytowana. -Jak damy mu na imię ? 
     -Łukasz.-zaśmiał się.
     -Jasne..-uśmiechnęła się.
     -A tak serio to Kuba .-powiedział poważnie.
    -Tak a jak Kubie urodzi się syn to dadzą mu na imię Łukasz i będzie drugie pokolenie Piszczykowskiego...
    -No jasne.-przytaknął.-Co powiesz na Igor ? 
    -Hmm.. nie.
    -Franuś ?
    -Aww Franek . Świetnie. Franuś Piszczek.-rozmarzyła się.
Po chwili do sali pielęgniarka przyniosła nowo urodzonego chłopca. Był taki malutki i słodki. Pielęgniarka kazałą Elizie go nakarmić. Więc tak zrobiła , później do sali przyszli przyjaciele , aby zobaczyć nowego potomka Piszczka. Byli zachwyceni maleństwem.   Cały czas przyglądali się śpiącemu Frankowi. Był przecudowny. Rysy tarzy podobne miał do Łukasza , jednak nos był w 100 % taki sam jak Elizy. 
     -Patrz jaki słodziak..-zachwycała sie Louise.-Jejku , patrz rusza rączką ! 
     -Zakochałam się w nim...aww..-wyznała Kat.
     -No super , patrz taki mały nawet nic nie mówi tylko je i śpi a laski do niego same lgnął.-oburzył się Marco.-Też tak chce.-zaśmiał się.
     -Co się dziwisz? Przystojny po tatusiu. -uśmiechnął się Łukasz.
    -No oczywiście.-zaśmiała się Eliza.-Ale ja nie wierze ... najszczęśliwszy dzień mojego życia.
    -Cudownie.-skomentowała Lou.-A kiedy będziesz mogła wrócić do domu ?
    -Za trzy dni.-odpowiedziała.
    -O to fajnie.-uśmiechnęła się.-Kochani , jest 23 , zbieramy się co nie ?
    -A fatk chodźmy.-stwierdził Marco.-Łukasz idziesz ?
    -Nie mam wyjścia , bo mnie wywalą ze szpitala.-zaśmiał się.-Hej myszo.-pocałował swoją żonę.-Hej Franuś.-ucałował w czoło swojego malutkiego synka.


Kilka miesięcy później .
     Przez to pół roku, Eliza dawała sobie doskonale radę z dwójką dzieci- większą Sarą i malutkim Frankiem. Łukasz również wzorowo wywiązywał się z roli ojca. Stworzyli świetną rodzinę.  Świetnie się dogadywali z przyjaciółmi , którzy strasznie rozpieszczali Sarę i Franka.
    Już dzisiaj Łukasz , Kuba i Robert mieli jechać do Polski , gdyż zbliżał się mecz reprezentacji. Piszczek chciał się jakoś wymigać i zostać z żoną i dziećmi w domu , ale uświadomił sobie, że przecież mogą jechać z nim i zatrzymać się w jego mieszkaniu w stolicy. W końcu chodziło o mecz reprezentacji Polski , który wcale nie był mniej ważny od tych meczy Borussi.
    Elizie nie zbyt chciało się jechać do Polski. Szczerze wolała zostać na ten tydzień w domu , ale Łukasz powiedział ,że nie może zostawić ich we trójkę w domu , bo nie dadzą rady. Nie działały nawet zapewnienia ,że ciocia Irenka przyjedzie i będzie im pomagać.
    -Istny osioł.-mówiła cicho Eliza.
    -Mówiłaś coś skarbie ?-spytał uśmiechnięty Piszczek.
    -Nie skąd..-
    -Mhm.-mruknął.-To ja zaniosę te walizki do samochodu.-oznajmił.
    -Świetnie.-rzekła sarkastycznie.
    -To Ty weź Franka i zawołaj Sarę.
    -Wiem.-uśmiechnęła się. Poszła po swojego synka i Sarę , którą traktowała tak jakby była jej córką . Sara też bardzo kochała nową żonę swojego taty.
    -Saruś , chodź .-zawołała.
    -Idę , idę.-przybiegła.-Ale muszę się jeszcze pożegnać z Lili.
    -A faktycznie ..-przytaknęła.-To leć szybko , bo tata będzie się denerwował.-uśmiechnęła się.
    -E tam.-zaśmiała się i pobiegła do ogrodu. Eliza wzięła wózek z dzieckiem i wyszła przed dom. Chwilę później przełożyła syna do fotelika i przypięła pasami. Po niecałych pięciu minutach przybiegła Sara i wszyscy usiedli do samochodu. Po piętnastu minutach byli już na lotnisku.
Po półtoragodzinnym locie wysiedli na lotnisku w Warszawie. Piszczek musiał pożegnać się z rodziną i iść na zgrupowanie reprezentacji. Podał jej klucze i zaczęli się żegnać.
   -Misiu  dasz radę ?-dopytywał .
   -Tak ,dam.-powtarzała.
   -Jak będę miał czas to do was wpadnę.-uśmiechnął się.
   -A można w ogóle ?
   -Oj tam.-zaśmiał się.-No to do zobaczenia.-pocałował swoją żonę w usta.
   -Papa , kochanie.
   -Cześć Saruś.-pocałował swoją córkę w czoło.-Papa Franuś.-uczynił ten sam gest.
Eliza zabrała dzieci i ruszyła w stronę mieszkania Łukasza. Po kilkunastu minutach była już w bloku. Otworzyła drzwi i wkroczyła do wielkiego mieszkania . Szczerze , to cieszył ją fakt ,że mieszkanie było na parterze... inaczej nie dałaby rady wejść z tymi wszystkimi manatkami. Po godzinie ogarniania nowego lokum , zmęczona Eliza położyła dzieci spać i sama rzuciła się na wielkie łóżko.

___________________________________________

Taki nie wiem... jak wam się podoba ? ; ) Piszcie ! ;*
Chciałabym napisać ,że dzisiaj urodziny obchodzi legenda BVB - Dede.
Ode mnie oczywiście wszystkiego co najlepsze... !
Pozdrawiam ;333